Translate

środa, 30 października 2013

Z pieprzem....

Panna Joanna zwana Asiką
Bardzo pragnęła już kutasika,
Czy chciała jednak "wielkiego ogona",
Czy też od czapki dużego pompona
Tego, do końca,  nie wiedziała ona.

       *****************

Pewna dzierlatka ze wsi Miotła
Codziennie namiętnie swą cnotę gniotła
Tak ją siarczyście ta uwierała,
Pierwszemu lepszemu ową oddała.

      *****************

Panny kuso przyodziane
Wszystkie prawie już bzykane
Ciało chętnie swe rozdają
W macierzyństwie same pozostają.

         *****************

Pani Zenobia wdowa nobliwa
W codziennych modlitwach wielce gorliwa
Wieczorem ogórka konsumowała
A wcześniej dobrze o niego dbała.


                                                                                         Mama Maminka

wtorek, 29 października 2013

Poobiednia przechadzka...


Na poprawę jesiennego humoru :))

Krem z marchewki ( przepis z mądrej gazety o zdrowiu).

zdj. z netu

                                                                                                                                                             Składniki
- 1,5 kg marchwi
- 100 g masła
-2cm korzenia imbiru
- 1 pomarańcza 
- sól, pieprz
- 4 łyżki oliwy z oliwek
- 1,5 l wywaru warzywnego
- kilka ziaren kminu rzymskiego

Marchewkę umyć, obrać i pokroić w kostkę. Do rondla wlać oliwę, włożyć marchew, dodać masło, dusić całość pod przykryciem. Dodać wywar, starty imbir, utartą skórę i sok z pomarańczy. Gotować 12 min. Zmiksować, podawać ze świeżo zmielonym pieprzem.

Bardzo dobra, rozgrzewająca i prosta w wykonaniu.         

 To było coś dla ciała a teraz dla ducha...  
                            
 O północy dzwoni "apteka" do swojego klienta:                  

- Proszę pana, pan realizował dzisiaj u nas recepty...               

- Tak realizowałem... -odpowiada ledwo żywy facet. A coś się stało?                                                                
- Tak, stało się, bo zamiast tymianku wydaliśmy panu cyjanku!    

- I co w związku z tym ?                                                             

       -Musi pan dopłacić 9,50 !    

poniedziałek, 28 października 2013

Dawka świeżej energii na jesienne dni...

Sok z pomarańczy, banana, cytryny i natki pietruszki... 

Oczyszcza i odżywia organizm, podnosi poziom energii i nastrój. To po niego, a nie szkodzącą nam w dużych dawkach kawę, warto sięgnąć np. rano i późnym popołudniem. Wiem, wiem wiśta wio łatwo powiedzieć. Ale warto spróbować, szczególnie wtedy kiedy dokucza nam zmęczenie, senność, spadek sił witalnych.

Składniki:
- 2 pomarańcze
- 1 banan
- 1/2 cytryny
- garść natki pietruszki

Wyciskamy sok z pomarańczy i cytryny, przelewamy do blendera, dodajemy obranego banana i natkę, wszystko miksujemy.

Poza tym, to silny antyoksydant, niszczy wolne rodniki, spowalniając procesy starzenia organizmu oraz zapobiega nowotworom. Odkwasza organizm i obniża ciśnienie krwi. Likwiduje zaparcia i zwiększa przyswajanie wapnia. 
W bananie zawarty jest tryptofan, prekursor serotoniny.
 Natka gwarantuje likwidację obrzęków. Natka pietruszki to sama cudowność, bo oprócz szerokiego wachlarza witamin takich jak: wit. PP, A, C oraz K, E, B, D i minerałów, ułatwia wchłanianie żelaza z innych produktów. Ma też kwas foliowy, szczególnie wskazany dla przyszłych mam.
zdjęcie z netu

czwartek, 24 października 2013

Kolorowy zawrót głowy...

Ciężki dzień, przeładowany emocjami innych ludzi. Opowieściami o złym traktowaniu, o toksycznych związkach, o miłości, która niesie tylko cierpienie, o braku poczucia własnej wartości, o przemocy fizycznej wobec małych dzieci.

Chciałabym być psem i mieć taką panią jak ja!

I jeszcze wieczorny dialog:

- Boże, jak ja wyglądam!? Nie mogę już na siebie patrzeć!

- To nie patrz.

środa, 23 października 2013

Syzyfowa praca...

Dzisiaj robotę niepotrzebną wykonałam, bo drzewa grubo odziane jeszcze. Ale, podwórko nie las i ogarnąć trzeba!

Jabłuszka od sąsiadów...jutro z ciastem poszaleję.

Linka od ręcznego się zerwała! Zaś wydatek, a ja tylko przy groszu jestem. Dobrze, że chociaż dzień był PIĘKNY.

poniedziałek, 21 października 2013

Burzowy poniedziałek...

Bladym świtem lało siarczyście, błyskało i grzmiało. "Rodzinę", tę najmniej potrzebną z samego rana, obudziło. Wszystkim nagle siku i kupę na potęgę, już, natychmiast. Otworzyłam drzwi na dwór i róbta co chceta. No ale gdzie tam! Jak zobaczyły co się za drzwiami wyprawia, szybciutko w tył nawrót i na miejsca :)).  Zdjęcia po "akcji" zrobione.







A tu...! to tak apropo's wczorajszego posta :) - archiwalne, zrobione późną wiosną



niedziela, 20 października 2013

Spacer...

Gdzie by tu...gdzie by tu..??? - pomyślałam, wybierając się wczoraj po południu, z psiarnią na długi spacer. Na pole..!?- były rano. Nad morze..? nie!, bo jak widzą wodę, ręce z zawiasów wyrywają a na kąpiel o tej porze tylko mors może sobie pozwolić. Hmmm. Łąki!!!!
 Ciągnie mnie stale do tych łąk zielonych, więc niech będą łąki.
Lekki niepokój wkradł się jednak na chwilę, bo w okolicy hordy dzików grasują, a w swej bezczelności blisko domostw i ludzi  podchodzą, nawet. Eee tam...mam dwa psy obronne, jakoś to będzie. Trasa znana, już wcześniej przez nas dobrze wydeptana. Z punku A wychodząc i idąc po okręgu, do punktu A znowu, czyli do domu wracamy. No to idziemy! Słoneczko cudnie grzało, trawy wysokie, może nie pachniały, ale obfitością i soczystością zieleni  oko cieszyły. Psy prze szczęśliwe, szczególnie mały myśliwy. Biegał, węszył, podskakiwał a i dupkę parę razy w bagnie umoczył. I tak pokonaliśmy prawie 3/4 trasy, aż tu na horyzoncie, centralnie na drodze, stado pasących się a raczej stojących w bezruchu krów.
Szlag!- myślę sobie, bo krów nijak obejść ani rozpędzić się nie da (z jednej i drugiej strony rów melioracyjny). Wracać z powrotem taki kawał? O nie! Odbiliśmy więc w bok trasy z nadzieją na znalezienie jakiejś kładki czy czegoś innego, co pozwoliło by ominąć stado i dotrzeć na skróty do głównej drogi. Dora, psisko mądre, w poszukiwaniu drogi odwrotu wyprzedziła nas spory kawał i tylko wynurzając się od czasu do czasu z zarośli informowała, że przejścia niestety nie ma. Drogi nadrobiliśmy sporo - niepotrzebnie, bo w końcu i tak należało się cofnąć. Wracamy więc, dobrze już
zmęczeni, a przed nami w pewnej odległości, znowu na środku drogi, dzik! Stanęliśmy wszyscy jak wryci, znaczy my i ten dzik. Gufcio natychmiast skok za moją "spódnicę". Dora niby pozycja bojowa, ale bierna. Krzyczę do tego dzika, żeby nie był świnią i z tej drogi zlazł! A ten ani się ruszył. W końcu w desperacji zaczęłam japę drzeć, podskakiwać i tą sposobą dzika wypłoszyłam. Uff...Byłam jednak tak wystraszona, że w dzikich ostępach łąk jakąś postać nawet widziałam, która to postać zwykłą trzciną się okazała.
Po czym, moje psy obronne wzięły łapy za pas i zostawiając mnie samą dawaj do domu biec! Po spacerze wszyscy do prania, nie wyłączając mnie. Byłam nieźle spocona, i to nie z powodu intensywności spaceru, bynajmniej, a z powodu strachu, którego się najadłam :)). 

Miłej niedzieli :)                              ...u nas dzisiaj szaro-buro

niedziela, 13 października 2013

Niedzielne refleksje...

Wstałam dosyć wcześnie.W ciepłym szlafroku i wełnianych skarpetach snułam się bezszelestnie po domu. Lubię niedzielne poranki, kiedy to dom i cała jego Zawartość w objęciach Morfeusza jeszcze. Kiedy jest cisza, kiedy nikt  nic ode mnie nie chce , kiedy mogę pomyśleć i przemyśleć. Za oknami prawdziwa jesień, która  teraz dopiero, szczodrze sypnęła jesiennym liściem. Otworzyłam szeroko drzwi, zaciągnęłam rześkie powietrze do płuc. Było mi dobrze...
Przejrzałam blogi moich Ulubieńców, a tam nowe ciekawe posty. 

Poezja, która daje mi tyle przyjemności i szczęścia-pozdrawiam Cię Emmo i dziękuję. 

Pięknym słowem malowane pory roku( nawet te brzydkie) i radość z każdego zwykłego dnia-kłaniam się nisko Kalino i żałuję, że nie miałam w liceum takiej polonistki jak Ty :).

Pati, swoją energią i niepoprawnym optymizmem, mogłaby góry przenosić...również pozdrawiam i chcę Ci powiedzieć, że zarażasz mnie tym optymizmem.

 Moniko, dla Ciebie cytat:"W życiu musi być dobrze i niedobrze. Bo jak jest tylko dobrze, to jest niedobrze"(Ks. Jan Twardowski). Śledzę Twoje zmagania i podziwiam za upór, za wytrwałość w dążeniu do celu, za niezłomność no i za pyszne sery :).

Wreszcie Julia... swoją "Siłaczką" poruszyła czułą strunę. Dokładnie rok temu rozpętało się piekło, kiedy to w stanie ciężkim zawiozłam Męża do szpitala. Dłuuuugie cztery tygodnie badań, cierpienia i nieopisanego lęku w oczekiwaniu na właściwą diagnozę. Białaczka, szpiczak, chłoniak...tyle było wersji. Po czterech pełnych tygodniach, postawiono właściwą diagnozę i przewieziono Męża do akademii. Tam chemioterapia, najpierw dożylna i duże dawki sterydów, potem doustna i mniejsze dawki sterydów. Obecnie czuje się dobrze, ale z powodu dużego uszkodzenia serca nadal jest osłabiony, silne leki też robią swoje. Ale będzie dobrze! Już jest! 

Trochę się rozpisałam :), tak mnie jakoś naszło. Mam nadzieję, że nie zepsułam tej pięknej niedzieli :).


Ciepłego, miłego tygodnia życzę :)

piątek, 11 października 2013

wtorek, 8 października 2013

Jesienne pejzaże...

Dzisiaj wreszcie znalazłam trochę czasu na uporządkowanie ogrodu.
Przycięłam co można było przyciąć, pograbiłam liście, choć tych jeszcze niewiele, odchwaściłam gdzieniegdzie. No i  oczywiście, moja ulubiona czynność..kosiłam trawę :)).
Przy okazji tej czynności przypomniała mi się rozmowa, zasłyszana zupełnie niechcący, miedzy sąsiadem i jego wnuczkiem:

"-Dziadku, dlaczego na naszej posesji są same kamienie i żwir, a nie ma trawy?
-Bo u nas drogi wnusiu nie byłoby komu jej kosić!
-Ale dziadku, zobacz jak fajnie jest u pani Teresy!! Posiej trawę!
-No ale kto będzie ją kosił??
-No jak to kto? Pani Teresa! "

Rozwalił mnie chłopak swoją szczerością i rozbawił do łez... :)))



Spokojnej nocki... :)