Translate

środa, 4 marca 2026

Journaling

 04.03.2026

Zima w końcu odpłynęła, ku mojej radości. Tegoroczna dała mi się we znaki - zostałam uwięziona w czterech ścianach na wiele tygodni, przez co odzwyczaiłam się od codziennych długich spacerów, zgnuśniałam i przytyłam.
Zima to nie jest dobry czas dla starych ludzi..

Od kilku dni świeci słońce. Dodatnie temperatury przyspieszyły topnienie śniegu i spodniej warstwy lodu, pozostawiając na ulicach gruby osad z piasku i soli, a także spore ilości psich odchodów. W biuletynie napisali, że sprzątanie po zimie nastąpi dopiero w kwietniu. Nieźle..

Wczoraj byłam na biopsji guza tarczycy. Znowu urósł, co prawda niewiele , ale jednak. Trafiłam na przemiłą lekarkę. Kiedyś uważałam, że w tym zawodzie najważniejszy jest profesjonalizm, a bycie miłym to rzecz drugorzędna, a nawet zbędna. 
Byłam w błędzie..

Znowu mam krótką fryzurkę, taką ładną - kobiecą, nie na chłopaka.
 Pani Dorotka zna się na rzeczy. Ta krótka fryzura to nie wybór, a konieczność.
Włosy wypadają garściami. Byłam u trychologa - pieniądze wyrzucone w błoto.
Będzie dalsza diagnostyka..

Dziś na obiad wrap z cukinii , jajek i sera Grana Padano, ze szpinakiem.
Wypadało by jeszcze ogarnąć chatę, ale chęci brak. Zobaczymy co przyniesie popołudnie..